Z cyklu tanie i dobre: Timex Expedition T49cośtam

Mnie to cieszą małe rzeczy. Takie jak na przykład zegarek1. Mam ich kilka. Pięć czy sześć.
Jeden codzienny do pracy, drugi do świątecznych gaci, kolejny do czarnych butów, jeszcze inny do brązowych, etc.
Popieprzone? Może trochę… Ale znam takich co hodują gołębie! Przysięgam! Grubo, nie??  :)

Jeden zegarek mam szczególny. W teren on ci jest. To mój taki model codzienno-sportowo-terenowo-leśno-wodny. Skomplikowane trochę ale nikt nie obiecywał, że nie będzie.
W zasadzie mam dwa zegarki w teren – Casio G-Shock i Timex Expedition2. Mowa będzie jednak o tym drugim. Głównie ze względu na to, że jest tani i dobry. Jak wino. I lubię go tak samo jak wino.

Używam go niemal codziennie. Od osiemnastu miesięcy. Zapłaciłem za niego jakieś czterdzieści dolary (powiedzmy 38.99) czyli jakieś 130 szt. naszych biletów NBP. Jak za cykora co ma klasę wodoodporności 100M to tanio. Kwestia tylko, czy te 100M jest tylko tak dla jaj wypisane na kopercie, czy rzeczywiście tego się trzyma. A ten się właśnie trzyma! Ba!! Lepiej!

Zegarek ten kupiłem, bo chciałem mieć coś wodoodpornego w teren, na łódkę, do lasu, warsztatu, itd. Miało być dobrze i tanio i udało się!

Przez osiemnaście miesięcy zegarek pływał w niezliczonych akwenach wodnych świata, nawet Łomży, Piątnicy i okolic! Wody słodkie, słone, bardzo słone, lodowate, gorące jacuzzi, sauna, etc. Naprawdę kąpał się we wszystkim w czym człowiek da radę wytrzymać. Nurkował głęboko na tyle, że ciśnienie rozpieprzało mi uszy i oddechu brakło przy powrocie do tafli.
Poza tym taplał się w błocie, gubił się w trawie, uderzał o pnie drzew, zalewał się kawą i herbatą (słodzonymi i nie), spadał z pralki na terakotę i tym podobne wesołe historie.
Żyje i ma się dobrze.

Jedyne co nie wytrzymało to pasek ale moim zdaniem i tak pociągnął długo skubaniec.  :)
Dziś właśnie zamówiłem do niego drugi, nówkę sztukę. Niech ma!

Technicznie zegarek działa tak samo jak w chwili kiedy wysoka, długowłosa Dżejn podała mi go z półki. Baterii jeszcze nie wymieniałem i pewnie nie wymienię. :)

Kurcze – polecam!

Tu on, ten Timex oto jak miał jakieś 3 miesiące na karku (to zegarek, to chyba jednak na nadgarstku):

A tutaj po osiemnastu miesiącach ciorania…






Jak widać na załączonych rycinach w zegarku rzeczywiście skończył się pasek. No i nie dziwne. To normalna sytuacja, coś jakby dobre, niemieckie auto przejechało 200 tys. kilometrów – skrzynia biegów do remontu.   ;)

Poza tym nic więcej! Tak samo jak w niemieckim samochodzie z przelatanymi dwiema paczkami lakier niemal błyszczy!  Paczajta i podziwiajta!  :)   Kurcze – POLECAM!!!!

Zamówiłem do niego właśnie nowy pasek. Jakiś niby produkowany w UK. Może wytrzyma kolejne 18 miesięcy. Może w końcu jakoś zniszczę ten zegarek. Jeszcze pewnie wam o nim opowiem jak będę się na siłę nudził zamiast pracować czy pić wódkę, tak jak to właśnie jest dziś wieczorem.

 

Małe i fajne mogą być też cycki, pączki z dżemem i inne tego typu fajne rzeczy.
2  Model tego zegarka to mniej więcej Timex Expedition T49cośtamcośtam. Dokładnie nie wiem, bo pudełko i jakieś papiery od razu po zakupie trafiły do koszalina.