Spływ Canoe, Mazury 2014.

Dzień 3. Sobota.

Poranek. Najmniej fajne na takich wypadach jest zakładanie i zbieranie obozowiska. Tworzy się wtedy taki nieogarnięty pierdolnik, który właśnie trzeba poogarniać. No ale nic, wszystko co piękne w bólach się rodzi.

Spływ kanu, Mazury 2014.Ogarnięte, spakowane….

Spływ kanu, Mazury 2014.

Start!

Spływ kanu, Mazury 2014.

W sobotę Kudłaty z Dużym wystartowali jakieś 15 minut przed nami. Dlatego głównie, że w piątek wlekli się w naszym peletonie trzech łódek (kanuton?). Cały piątek zwalałem winę a to na brak krzepy, brak doświadczenia, a to na lenistwo.

 

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Zmieniłem jednak zdanie kiedy po pięciu minutach od wypłynięcia wyprzedziliśmy i zostawiliśmy w tyle ekipę D&K. „Ładafak!!??” pomyślałem głośno, a nawet krzyknąłem do ekipy coś w tym rodzaju, co tłumaczyć można: Przepraszam, chłopaki, co jest nie tak?
Poczekaliśmy na nich na środku jeziora, dopłynęli. Zacząłem rozkminiać WTF…
Rzucam komendę: płyńcie prosto!
No płyną.
Rzucam: W prawo!
No dają w prawo.
W lewo!
Dają w lewo…
Wszystko wyglądało dobrze, nie kumałem o co biega. Padła więc decyzja – zamieniamy się łódkami. I na środku jeziora zrobiliśmy przesiadkę – ja z Aleksem do pożyczonej kanujki, Patryk z Marcelem do naszej.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Po kwóch-trzech kilometrach już wiedziałem OCB. Pożyczony Old Town Penobscot to naprawdę leciutkie kanu, chcąc pływać nią po jeziorach, na wietrze, trzeba ją naprawdę poważnie obciążyć. Inaczej fale i wiatr będą z łódką robiły co będą chciały.

I ja stary dup taki piękny piątek chłopakom zgotowałem! :)  Oni tak 17 kilometrów machali! Ja po dwóch kilometrach w tej łodzi byłem już wykończony. Dopiero zabranie niemal całego naszego szpeju i części od Jurków na tę łódkę obciążyło ją na tyle, ze dało się pływać.

Duży, Kudłaty – honor i szacun!

Od tej chwili to ja z Mądrym zamykaliśmy stawkę. Ale było lepiej! Chłopaki mieli lżej, a i my nie narzekaliśmy.

Przed nami atrakcja – Śluza Guzianka. Do śluzy dopłynęliśmy w sobotę po południu. Na poniższej rycinie da się zauważyć nadciągające zuo!  :)
Kiedy czekaliśmy grzecznie w kolejce do śluzowania trochę z boku nas zaczęły się gromadzić deszczowe chmury. Byłem pewien, że pieprznie więc tym razem wcześniej zarządziłem zarzucenie ubranek wodoodpornych.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Pieprznęło. Dokładnie wtedy gdy wpływaliśmy do śluzy. Gradobicie.  :)
Niezapomnianym wrażeniem jest mieć w łódce niemal po kostki wody z lodem! Powiało chłodem.  :)

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Razem z nami do śluzy wpłynęło chyba z sześć tysięcy sztuk stonki kajacznej. Zrobiło się kororowo ale niewesoło. Nie wiem dlaczego ale nikomu oprócz nas nie było do śmiechu.
Po drugiej stronie śluzy stał wodny patrol policji i kiedy krzyknąłem w tym tłoku: Policja za śluzą! Pochowajcie te narkotyki! nikt oprócz nas się nie zaśmiał.  :D
Może to z zimna tylko. No chyba że oni tymi kajakami płynęli z Kolumbii?!!   :)

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

A zimno po tym ataku gradu naprawdę się zrobiło momentalnie! Jeszcze chwila i byśmy dygotali zarządziliśmy więc postój z szybkim żarciem.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Raz-dwa znaleźlismy pasowną miejscówkę i do akcji wkroczył Kelly Kettle, przy którym nawet ogrzewaliśmy się na zmianę.  :)   Po kilku minutach mieliśmy już gorącą herbatę, a na Kelly’m grzały się kolejno bogate porcje przepysznej Jadwinkowej™ fasolki po bretońsku!

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Taka gorąca fasolka po burzy z gradem to jest najpiękniejsza rzecz na świecie.  :)

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Łyknął, krzyknął, przewróciło. Trzyma – już go ni ma!
No i lecim dalej!

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Przystanek – Ruciane-Nida. Tutaj zaparkowaliśmy w porcie, ja z Mądrym zostałem na miejscu, reszta ekipy poszła w miacho by dzięki środkom finansowym uzupełnić braki artykułów spożywczych.
Pozyskawszy świeże pieczywo, masło oraz lody śmietankowe ruszylismy dalej.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Sielanki nie było – lało z nieba raz po raz! Pod wieczór po przepłynięciu około 17 kilometrów jeziorami Bełdany, Guzianka Mała i Guzianka Wielka dotarliśmy do pięknie położonej nad jeziorem Nidzkim łączki. Lało. Wygramolilismy się więc z łódek i poszliśmy pod drzewa udawać kolorowy las.
Jak niżej widać jesteśmy w tym świetni!
Po około 20-30 minutach udawania grabu znudziło mi się i zacząłem łazić po lesie i polanie zbierając elementy do montażu ogniska. Przy okazji rozprostowałem zgrabiałe kości.  :)

W ramach rozgrzewki przy pomocy mojego super-noża Bushlore od Condora przeciąłem na pół leżącą na ziemi kłodę o średnicy ok. 15 cm. Raz – od trzaskania kijem zrobiło się cieplej – dwa – ognisko typu gwiazda było gotowe.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Pozostało tylko pobatonować drewno w czym pomagali mi wszyscy chłopacy i odpalić.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Rozbiilismy obóz, zjedliśmy kolację i posiedzieliśmy przy ogniu do północy. Po polanie szwendał się lisek, który wyczuł zapewne mięcho chytrusek. Później z rodziną bujał się nam po łódkach w poszukiwaniu kiełbadronów pół nocy.

Spływ kanu, Mazury 2014.

Sobotni dystans to ok. 16,5 kilometra.

 

Dalej >>>

Dodaj komentarz