Spływ Canoe, Mazury 2015

Niedziela, 5 lipca.

Ranek upalny. Najbardziej upalny ranek podczas całego spływu.

Na wodę ruszyliśmy około dziewiątej – było już naprawdę gorąco i wszyscy byli wymęczeni temperaturą już na starcie.

Pierwszy postój niemal rzut beretem od miejsca startu – po kilkuset metrach na drugiej stronie jeziora w cieniu drzew.

Tu właśnie Artur Zirkau McArthur skonstruował ciekawe, fajne i funkcjonalne zadaszenie canoe dla córki. Naprawdę super sprawa!

Upał dawał się we znaki – zakupione dzień wcześniej w Rucianem-Nidzie bogate zapasy wody mineralnej nie wystarczyły. Dosłownie „na oparach” dopłynęliśmy do miejscowości Krzyże, gdzie uzupełniliśmy zasoby. Było grubo ponad 30ºC. Nawet nad wodą było ciężko znieść ten skwar!

Po uzupełnieniu zapasów wody i żarcia leniwie i powoli ruszyliśmy wzdłuż Nidzkiego.
Poniżej panoramka z Bindugą Bobrową w tle. Mam wielki sentyment do tego miejsca. Tam spędziłem kilka razy szalone, młodzieńcze wakacje!

 

W związku z tym że staraliśmy się wykorzystać każdą okazję do schowania się w cieniu drzew podczas jednego z dłuższych przystanków wciągnęliśmy drugie śniadanie wprost z powalonego drzewa.  :)


Po kilku następnych kilometrach znów minęliśmy głośne pole namiotowe, które było przewidziane w planach na nocleg i rozbiliśmy się na dzikiej miejscówce kawałek dalej.
Miejsce bardzo urokliwe.

Tu mieliśmy okazję cieszyć nasze piękne oczy cudownym mazurskim zachodem słońca.


Po kolacji, pogaduchach i tradycyjnym nakarmieniu komarów poszliśmy spać.

Niedziela – trasa dzienna: około 13.10 km
Start: Kemping Nidzkie
Finisz: Kemping Nidzkie

 

c.d. na kolejnej stronie >>>

 

Dodaj komentarz